Przejdź do treści

Dermatolożka: “SPF to nie jest tylko ‘wakacyjny produkt’”

na zdjęciu: dwie kobiety na plaży, jedna spryskuje się kremem przeciwsłonecznym w spray'u - Hello Zdrowie
fot. Catherine Falls Commercial/Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

Promieniowanie UVA działa przez cały rok, także w pochmurne dni i przez szyby. Dlatego filtr powinien być stałym elementem porannej rutyny, a nie czymś, po co sięgamy tylko latem – mówi dermatolożka Katarzyna Zakrzewska.

 

Klaudia Kierzkowska: Jak dziś dermatologia podchodzi do ekspozycji na słońce, czy nadal traktujemy je wyłącznie jako zagrożenie?

Katarzyna Zakrzewska: Patrzymy na temat bardziej całościowo. Faktem jest, że promieniowanie UV jest jednym z głównych czynników przyspieszających starzenie skóry i zwiększających ryzyko nowotworów.  Jednocześnie światło słoneczne jest nam biologicznie potrzebne, chociażby do syntezy witaminy D czy regulacji rytmu dobowego. Dlatego zamiast całkowitego unikania słońca, mówimy o świadomym korzystaniu ze słońca.

Co w praktyce oznacza „świadome korzystanie ze słońca” w codziennym życiu, szczególnie latem?

Nie jest to zero-jedynkowe podejście. Są to raczej codzienne, małe decyzje, które sumują się w realną ochronę skóry. Świadome korzystanie ze słońca nie polega na unikaniu go za wszelką cenę, tylko na tym, żeby wiedzieć, kiedy i jak z niego korzystać.

  • Unikanie godzin największego nasłonecznienia. Między 11:00 a 15:00 promieniowanie UV jest najsilniejsze. To moment, kiedy skóra najszybciej ulega uszkodzeniom, nawet przy krótkiej ekspozycji;
  • SPF jako nawyk, nie wyjątek. Filtr to element codziennej pielęgnacji, nie tylko „na plażę”. Kluczowe jest też to, jak go używamy: odpowiednia ilość i reaplikacja co kilka godzin;
  • Reagowanie na kontekst, a nie tylko na pogodę – słońce działa nawet wtedy, gdy go „nie czujemy”. Indeks UV, wysokość nad poziomem morza, odbicie od wody czy piasku – to wszystko zmienia realną ekspozycję;
  • Ochrona fizyczna. Kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, przewiewne ubrania, są często skuteczniejsze niż kolejna warstwa kosmetyku. To szczególnie ważne przy dłuższym przebywaniu na zewnątrz;
  • Planowanie dnia. Świadome korzystanie ze słońca to też logistyka: spacer rano lub wieczorem, cień w środku dnia, przerwy od ekspozycji. To drobne zmiany, które robią ogromną różnicę. Ma to olbrzymie znaczenie u dzieci i osób starszych.

Jaką rolę pełni skóra w ochronie przed promieniowaniem UV i czy można wspierać jej naturalne mechanizmy obronne?

Skóra absolutnie nie jest bierna wobec promieniowania UV, wręcz przeciwnie, to bardzo aktywny „organ ochronny”, który od pierwszych minut ekspozycji uruchamia cały zestaw mechanizmów obronnych. Najbardziej znany to oczywiście produkcja melaniny, czyli pigmentu, który pochłania i rozprasza promieniowanie UV. To właśnie ona odpowiada za opaleniznę, ale też pełni funkcję biologicznej „tarczy”, która ogranicza uszkodzenia głębszych warstw skóry. Drugim ważnym mechanizmem jest pogrubienie naskórka. Pod wpływem UV skóra zwiększa warstwę rogową, co działa jak dodatkowa bariera fizyczna.

Katarzyna Zakrzewska - Hello Zdrowie

Katarzyna Zakrzewska /fot. archiwum prywatne

Równolegle uruchamiane są mechanizmy naprawy DNA. Promieniowanie UV uszkadza materiał genetyczny komórek, ale organizm ma zdolność do częściowego naprawiania tych zmian. Problem w tym, że ten system ma swoje granice i przy nadmiernej ekspozycji przestaje nadążać. Do tego dochodzą mechanizmy antyoksydacyjne. Skóra neutralizuje wolne rodniki powstające pod wpływem UV. To kluczowe, bo to właśnie stres oksydacyjny odpowiada za dużą część procesów starzenia.

Wszystkie te mechanizmy działają, ale są ograniczone. Dlatego możemy je wspierać dietą, odpowiednią ilością snu, antyoksydantami w pielęgnacji, unikaniem nadmiernego wysuszenia skóry oraz nakładaniem kremów z filtrem SPF. Tu należy pamiętać o najważniejszej rzeczy: naturalna ochrona skóry nie zastępuje ochrony przeciwsłonecznej. To system, który działa „w tle” i absolutnie nie może stanowić podstawowej i jedynej ochrony od słońca.

Milena Dorosz, lekarz chorób zakaźnych, medycyny morskiej i tropikalnej, podróżniczka /fot. archiwum prywatne

Zastanawiam się, czy całkowite unikanie słońca może mieć dla skóry jakieś negatywne konsekwencje?

Tak. Może wiązać się między innymi z niedoborem witaminy D, czy wpływem na samopoczucie i rytm dobowy. Dlatego zamiast zasady „zero słońca” lepiej myśleć o tym: ile, kiedy i jak.

Od czego zależy indywidualna reakcja skóry na słońce? To kwestia genetyki, stylu życia czy pielęgnacji?

To wypadkowa wielu czynników, które się na siebie nakładają. Dlatego ta sama ekspozycja u jednej osoby skończy się delikatną opalenizną, a u innej rumieniem czy w późniejszym czasie przebarwieniami.

Najważniejsze elementy, które mają tu znaczenie:

  • fototyp skóry (skala Fitzpatricka) – jaśniejsza skóra szybciej ulega oparzeniu, ciemniejsza jest lepiej chroniona, ale nadal narażona na uszkodzenia;
  • genetyka i zdolność naprawy DNA – różnimy się efektywnością mechanizmów naprawczych, u części osób uszkodzenia UV są szybciej „naprawiane”, u innych kumulują się w czasie;
  • hormony – ciąża, antykoncepcja hormonalna czy zaburzenia hormonalne zwiększają skłonność do przebarwień;
  • leki i substancje fotouczulające – niektóre leki (np.: tetracykliny, retinoidy, NLPZ) i zioła (np. dziurawiec) zwiększają wrażliwość skóry na działanie promieniowania UV.
  • stan skóry i jej bariera – skóra podrażniona, odwodniona lub po zabiegach będzie bardziej narażona na oparzenie;
  • wcześniejsza ekspozycja na słońce – skóra „pamięta” przyjętą w przeszłości dawkę UV. Ten efekt kumuluje się w czasie;
  • wiek – u dzieci skóra jest bardziej wrażliwa, u osób starszych wolniej się regeneruje;
  • styl życia i pielęgnacja – dieta, sen, palenie papierosów, kosmetyki, to wszystko wpływa na reakcję skóry;
  • środowisko – wysokość nad poziomem morza, szerokość geograficzna, odbicie promieniowania (woda, piasek, śnieg), są to czynniki zmieniające intensywność ekspozycji.

Dlatego nie ma jednego schematu dla wszystkich.

Dobrze nawilżony włos to taki, który powinien w swojej strukturze zawierać 10 proc. wody - na zdjęciu trycholożka Magdalena Kępka uśmiecha się, ma rozpuszczone włosy, jest ubrana w fioletową koszulę HelloZdrowie

Jak zatem najlepiej przygotować skórę na intensywniejsze promieniowanie przed sezonem letnim?

Zdecydowanie nie „opalaniem na zapas”, to jeden z największych mitów.  Dużo częściej widzę skórę, która przed latem jest już nadmiernie wysuszona. Za dużo zabiegów, za dużo aktywnych składników, za mało regeneracji. A to właśnie kondycja skóry na starcie decyduje o tym, jak poradzi sobie z promieniowaniem UV.

Odbudowa bariery hydrolipidowej – to absolutna podstawa. Skóra z dobrą barierą jest mniej reaktywna, lepiej się regeneruje i gorzej „przepuszcza” czynniki drażniące. Jeśli przed latem jest przesuszona lub podrażniona, będzie dużo gorzej reagować na słońce.

Ważne jest też włączenie antyoksydantów – promieniowanie UV to stres oksydacyjny, więc warto przygotować skórę „od środka i od zewnątrz”.

Następnie włączamy stopniową, rozsądną ekspozycję. Nie chodzi o opalanie, tylko o unikanie nagłego „szoku słonecznego”. Skóra dużo lepiej radzi sobie z krótką, kontrolowaną ekspozycją niż z kilkugodzinnym słońcem pierwszego dnia urlopu.

Rozsądnie planujmy też zabiegi przed sezonem letnim – zabiegi typu laser, peelingi chemiczne czy intensywne procedury złuszczające warto zakończyć odpowiednio wcześniej. Skóra potrzebuje czasu, żeby się w pełni zregenerować przed zwiększoną ekspozycją na UV.

Jak pani podchodzi do stosowania filtrów SPF? Powinny być obowiązkowym elementem pielęgnacji?

Krótko i konkretnie: tak, SPF powinien być obowiązkowym elementem pielęgnacji.

To jeden z najlepiej przebadanych elementów profilaktyki dermatologicznej. Mamy bardzo dobre dane pokazujące, że regularne stosowanie filtrów przeciwsłonecznych: spowalnia proces starzenia skóry (fotostarzenie), zmniejsza ryzyko nowotworów skóry, ogranicza powstawanie i pogłębianie przebarwień.

W praktyce dużym problemem jest niewłaściwe stosowanie filtrów SPF. Większość osób nakłada zdecydowanie za mało produktu. Żeby filtr działał zgodnie z deklaracją, potrzebujemy około 2 mg/cm², czyli ok. 1–1,25 ml na twarz (czyli tzw. „dwie linie na palcach”). Filtr się ściera w ciągu dnia: przez pot, dotykanie twarzy, sebum. Dlatego jedna aplikacja rano to za mało, szczególnie latem lub przy dłuższym przebywaniu na zewnątrz. Pragnę podkreślić, że SPF to nie „licencja na opalanie” Filtr chroni, ale nie blokuje 100 proc. promieniowania UV. Dlatego nadal liczy się czas ekspozycji i ochrona fizyczna.

Warto też zwrócić uwagę na dopasowanie kremów SPF do stylu życia i skóry: lekkie formuły nadają się do codziennego stosowania w mieście, a te bardziej odporne na wodę sprawdzą się przy aktywności na zewnątrz. Istnieją też kosmetyki z SPF tolerowane przez skórę wrażliwą czy trądzikową. Bo nawet najlepszy filtr nie zadziała, jeśli nie będziemy chcieli go używać.

I jeszcze jedna ważna rzecz, SPF to nie tylko „wakacyjny produkt”. Promieniowanie UVA działa przez cały rok, także w pochmurne dni i przez szyby. Dlatego filtr powinien być stałym elementem porannej rutyny, a nie czymś, po co sięgamy tylko latem.

Kobieta wystawia twarz do słońca

Jakie pierwsze sygnały daje skóra, kiedy ekspozycja na słońce zaczyna być dla niej zbyt duża?

Najczęściej bardzo subtelnie. Na początku są to: lekki rumień , uczucie ciepła i napięcia, większa wrażliwość skóry. Jeśli ekspozycja trwa dalej, może dojść do oparzenia słonecznego, czyli ostrego uszkodzenia skóry. Objawia się m.in: intensywnym rumieniem, pieczeniem, bólem, uczuciem gorącą, w dalszych etapach obrzękiem i pojawieniem się pęcherzy. Te objawy pojawiaja się zwykle kilka godzin po ekzpozycji na słońce i stopniowo nasilają się w ciągu doby. Dlatego kluczowe jest reagowanie na te pierwsze, delikatne sygnały, a nie dopiero wtedy, kiedy pojawi się wyraźne oparzenie. I na koniec jedna bardzo ważna informacja: rumień to już uszkodzenie skóry, a nie „zdrowa opalenizna”!

Jakie jedno najważniejsze zalecenie przekazałaby pani osobom, które chcą korzystać ze słońca bez szkody dla skóry?

Przestańmy traktować opaleniznę jako oznakę zdrowia. To nie jest cel skóry, ale jej reakcja obronna na uszkodzenie. Kiedy zmieniamy tę jedną perspektywę, wszystko zaczyna się układać. SPF przestaje być opcją, a staje się naturalnym elementem dnia. I to właśnie ta zmiana myślenia robi największą różnicę, nie tylko dla wyglądu skóry, ale przede wszystkim dla jej zdrowia na lata.

 


Katarzyna Zakrzewska – lekarka w trakcie specjalizacji z dermatologii i wenerologii, łącząca medycynę kliniczną z podejściem do zdrowia i estetyki skóry.  Na Instagramie prowadzi profil @dermatolog_bez_pudru, na którym dzieli się wiedzą o pielęgnacji, chorobach skóry i medycynie estetycznej.

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?